Jesień pomału za oknem a mi się zebrało na wspomnienia. To był dla mnie naprawdę wyjątkowy Grunwald pod względem atmosfery, ludzi i dobrego jedzenia. Tak jak w zeszłym roku mogłyśmy się z Gabrielą i Ewą wyszaleć kulinarnie podczas przygotowywania biesiady. Podczas narady wojennej wpadłyśmy na szalony pomysł, żeby przyrządzić "mięso z dołu" dla ponad 40 osób.
Było to nie lada wyzwanie ale dałyśmy radę :) A to wszystko dzięki pomocy wielu osób, które przyłączyły się do akcji.
Zaczęliśmy się od wspólnego zbierania jadalnego zielska na pobliskiej polanie a skończyliśmy na wygrzebywaniu kamieni z okolicznej drogi (mijający nas ludzie chyba myśleli, że będziemy się nimi żywić:).
Musieliśmy przygotować wszystko w skali makro, żeby pomieścić 6kg mięsa.
Takich 2kg kawałeczków były jeszcze dwa. Upiekłyśmy w dole w sumie 4kg karkówki i 2kg szynki
W dole o pow. 1m2 znalazły się chyba wszystkie kamienie z okolicy :)
Największym dla nas szczęściem było znalezienie dziko rosnącego przy drodze chrzanu. Narwałyśmy tonę liści i wcale nie było ich za dużo na tak wielkie przedsięwzięcie.
Oczywiście wszystko musiało się udać z tak doskonałym sprzętem kuchennym :)
Mięska wyszły znakomicie po 6 godzinach przebywania w nagrzanym dole a po biesiadzie nie ostał się ani kawałeczek.
Od tej pory żadna ilość mięsa już nam nie straszna :)
*smakowite zdjęcia Oli Piotrowskiej
** szczegółowy przepis na mięso w dole znajdziecie tu:
http://cibus-delicatus.blogspot.com/2015/05/mieso-pieczone-w-dole.html
A.