Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso pieczone w dole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso pieczone w dole. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2015

Kto powiedział, że na Grunwaldzie nie można mieć profesjonalnego sprzętu kuchennego? :)




Jesień pomału za oknem a mi się zebrało na wspomnienia. To był dla mnie naprawdę wyjątkowy Grunwald pod względem atmosfery, ludzi i dobrego jedzenia. Tak jak w zeszłym roku mogłyśmy się z Gabrielą i Ewą wyszaleć kulinarnie podczas przygotowywania biesiady. Podczas narady wojennej wpadłyśmy na szalony pomysł, żeby przyrządzić "mięso z dołu" dla ponad 40 osób.



Było to nie lada wyzwanie ale dałyśmy radę :) A to wszystko dzięki pomocy wielu osób, które przyłączyły się do akcji.
Zaczęliśmy się od wspólnego zbierania jadalnego zielska na pobliskiej polanie a skończyliśmy na wygrzebywaniu kamieni z okolicznej drogi (mijający nas ludzie chyba myśleli, że będziemy się nimi żywić:).


Musieliśmy przygotować  wszystko w skali makro, żeby pomieścić 6kg mięsa.

Takich 2kg kawałeczków były jeszcze dwa. Upiekłyśmy w dole w sumie 4kg karkówki i 2kg szynki







W dole o pow. 1m2 znalazły się chyba wszystkie kamienie z okolicy :)
Największym dla nas szczęściem było znalezienie dziko rosnącego przy drodze chrzanu. Narwałyśmy tonę liści i wcale nie było ich za dużo na tak wielkie przedsięwzięcie.
Oczywiście wszystko musiało się udać z tak doskonałym sprzętem kuchennym :)






Mięska wyszły znakomicie po 6 godzinach przebywania w nagrzanym dole a po biesiadzie nie ostał się ani kawałeczek.

Od tej pory żadna ilość mięsa już nam nie straszna :)







  *smakowite zdjęcia Oli Piotrowskiej
** szczegółowy przepis na mięso w dole znajdziecie tu:
http://cibus-delicatus.blogspot.com/2015/05/mieso-pieczone-w-dole.html

A.

środa, 20 maja 2015

Mięso pieczone w dole



























Upieczenie czegoś w ziemnym dole zaistniało w mojej głowie za sprawą Łukasza Łuczaja.
Parę lat temu oglądałam jego program i nie byłam zbyt przekonana do frytek z łopianu, jednak gusta się zmieniają, a człowiek zbierający książki kucharskie nie może nie trafić na jego dzieło, które stanowi doskonałą pożywkę dla rekokucharzenia :)
Przyznam, że z lekką obawą podchodziłam do tego przepisu, ale wyszło świetnie!

Jak to zrobić?
Przyprawiamy mięsko - dowolne. U nas to schab środowy zamarynowany w: musztardzie z miodem z dodatkiem lebiodki, czosnku niedźwiedziego i zwykłego.


Kopiemy dół o średnicy 3-4 razy większej niż kawałek mięsa, który chcemy upiec i wysokości 40 cm, wykładamy dno i boki płaskimi kamieniami.

Następnie na rusztowaniu z gałązek, które zapewni nam odpowiednią cyrkulację powietrza (zwykła kratka ułożona na dnie dołu) rozpalamy ognisko. Dokładamy dużo suchych gałęzi i palimy je przez minimum godzinkę.





Resztki drewna i popiół/żar wyrzucamy z dołu za pomocą kawałka kory lub łopatki. Przykrywamy gorące kamienie grubą warstwą jadalnych (a przynajmniej nietrujących) roślin lub liści np. chrzanu, dębu, brzozy, lipy, komosy, macierzanki, lebiodki). Warstwa powinna być dość gruba, tak, żeby dobrze izolowała mięso od resztek popiołu, piachu i innych chrzęszczących w zębach paskudztw.







Układamy mięso w dole i przykrywamy kolejną grubą warstwą liści.




Na wierzch układamy wieczko z kory, następnie delikatnie zasypujemy kilkunastoma centymetrami ziemi.











Nad efektem naszej pracy nie powinien unosić się dym. W takim przypadku nasze mięso może się spalić.

Zostawiamy wszystko w spokoju na minimum 3 godziny, a najlepiej całą noc, bądź cały dzień.







Po upływie tego czasu, delikatnie odkopujemy.




Obdzieramy z lekko spalonych liści...


I jemy

Have fun! ;)

G.